20 marca 2010

Adopcja na Odległość




Bądźmy świadkami miłości! Słowa te, będące tematem obecnego roku duszpasterskiego w polskim Kościele, wzywają nas do czynienia miłosierdzia. Matka Teresa, która jest dla nas szczególnym przykładem postawy miłosierdzia pisała: „Nie akceptuję wielkich czynów na skalę ogólną, trzeba zaczynać od miłości jednostki. Chcąc kogoś pokochać, trzeba nawiązać kontakt z tą osobą, zbliżyć się do niej”.

Bardzo konkretnym wypełnieniem tych słów i odpowiedzią na hasło tego roku duszpasterskiego jest Adopcja na Odległość. Dzieło to polega na pomocy jednemu dziecku z Afryki poprzez:

* regularne wsparcie materialne (ok. 50 zł na miesiąc), dzięki któremu dziecku zapewniona jest nie tylko edukacja ale też wyżywienie i opieka medyczna

* modlitwę za „swoje” dziecko

* utrzymywanie z nim kontaktu listownego (raz bądź dwa razy do roku).


Rodzicom adopcyjnym, mimo że nigdy się z tym dzieckiem nie spotkają, znane jest jego imię i sytuacja. Dzieło to wymaga więc prawdziwej miłości, chodzi bowiem o konkretną osobę, o konkretne dziecko, któremu mogę uratować życie i zapewnić dobrą przyszłość.

Adopcji na Odległość mogą się podjąć zarówno osoby indywidualne, małżeństwa, rodziny, jak też i całe grupy, klasy, parafie itp.

Pragniemy Wam zaproponować i zachęcić szczególnie do Adopcji dziecka z Afryki przez całą wspólnotę oazową lub krąg Domowego Kościoła. Można w ten sposób zjednoczyć wysiłki i uczynić z tego wspólne dzieło. Poszczególne grupy we wspólnocie lub małżeństwa w kręgu mogą wtedy np. na zmianę, co miesiąc, składać się na określoną sumę, dzięki czemu nie jest to obciążające finansowo. Jest to doskonały sposób na pogłębienie wzajemnych więzi i relacji we wspólnocie czy kręgu, bo przecież nic tak nie jednoczy jak wspólnie czynione dobro i świadczenie miłości.



Wszystkich, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat, wysłuchać świadectwa i zobaczyć jak żyją dzieci z Kenii, do których ten program jest skierowany zapraszamy na

spotkanie informacyjne na temat Adopcji na Odległość w sobotę 27 marca 2010 r. na godz. 18:00 do Domu Ruchu Światło-Życie na Radogoszczy (ul. Zgierska 230/232).

17 marca 2010

PARRESIA

Od wielu już lat Kongregację Odpowiedzialnych na Jasnej Górze poprzedza Parresia czyli Międzynarodowe Spotkanie Ruchu Światło-Życie. Czy jednak w świadomości członków naszego Ruchu rzeczywiście jest obecne to wydarzenie? Czy w ogóle jesteśmy świadom czym jest Parresia?

Zacznijmy zatem od samego terminu:
Przepowiadanie ożywione jest wiarą, która budzi w misjonarzu entuzjazm i żarliwość. Dzieje Apostolskie (...) określają taką postawę słowem „parresia”, które oznacza głoszenie z otwartością i odwagą (Redemptoris Missio, 45)

Parresia zatem to głoszenie Słowa Bożego z otwartością, ewangelizowanie w mocy Ducha Świętego. A o tym, że oazowicze głoszą od wielu lat Ewangelię z mocą także poza granicami Polski, świadczy obecność i rozwój coraz większej liczby wspólnot oazowych i kręgów Domowego Kościoła w różnych częściach świata ( dla porządku wymieńmy choćby niektóre: Czechy, Słowacja, Ukraina, Białoruś, Litwa, Niemcy, Wielka Brytania, Grecja, Austria, USA, Kanada, a ostatnio także i Kenia!).

W miarę rozwoju Ruchu poza granicami Polski, podczas spotkania dwóch kapłanów: ks. Josefa Heske ze Słowacji i ks. Ireneusza Kopacza, moderatora Międzynarodowej Diakonii Ewangelizacji "Drogocenna Perła", zrodził się pomysł międzynarodowego spotkania oazowiczów. Za nazwę spotkania posłużył właśnie ów grecki termin. Celem Parresii jest dzielenie się radościami i problemami Ruchu Światło-Życie w różnych krajach, wymiana doświadczeń, pogłębienie kontaktów, pomoc w rozeznawaniu kształtowania struktur krajowych a także inspirowanie głoszenia Ewangelii przez Ruch „aż po krańce ziemi” a także współpraca przy organizowaniu międzynarodowych oaz i spotkań.

W tym roku odbyła się XV Parresia. W dniach 25-26 lutego 2010 roku w parafii św. Józefa w Częstochowie zgromadziło się ok. 30 osób z Ukrainy, Białorusi, Słowacji, Czech, Litwy, Niemiec (członkowie Diakonii Z Calsbergu) a także z Polski (m.in. członkowie Diakonii Misyjnej z Warszawy i Łodzi). Wśród uczestników byli zarówno świeccy (studenci, osoby dorosłe, małżonkowie), jak i osoby konsekrowane a także 7 księży: ks. Jozef Heske ze Słowacji, ks. Ireneusz Kopacz i ks. Jacek Herma z Niemiec (Carlsberg), ks. Jarosław Gąsiorek i ks.Wiaczesław Kowalski z Ukrainy, o. Jan Rajlich OP z Czech a także Moderator Generalny Ruchu ks. Adam Wodarczyk.

Zostaliśmy przyjęci niezwykle ciepło przez tutejszego proboszcza, który nie tylko dbał, żeby niczego nam nie brakowało, ale ubogacał nasze spotkanie swoją obecnością, a wiele razy również swoim humorem i konkretnym słowem.

Niesamowity w Paresii jest nie tylko ciepły, rodzinny klimat, wynikający z dość kameralnego grona, ale przede wszystkim doświadczenie jedności w różnorodności. Pochodzimy z różnych krajów, posługujemy się różnymi językami, mamy swoją kulturę, obyczaje, ale łączy nas Jezus Chrystus, który gromadzi nas w jednym Kościele i jednym Ruchu! Liturgia Godzin, Eucharystia czy choćby modlitwa spontaniczna były niesamowitymi okazjami, by ta jedność w różnorodności wybrzmiała w całej pełni, choćby w wielości języków (śpiewaliśmy i modliliśmy się po ukraińsku, polsku, białorusku, litewsku, czesku i słowacku). Na spotkaniu w grupach dzieliliśmy się sytuacją Ruchu w naszych krajach i propozycjami międzynarodowych inicjatyw. Oczywiście nie bez znaczenia były rozmowy i spotkania przy herbatce czy ciastku. Wielu uczestników to stali "bywalcy" Parresii, dzięki czemu nawiązują się przyjaźnie i trwałe znajomości.

W czasie Parresii szeroko omawiane były najróżniejsze międzynarodowe inicjatywy ewangelizacyjne i oazowe, m.in. III stopień w Rzymie, czy choćby ONŻ I st. w języku angielskim, który planowany jest w 3 turnusie w Krościenku.

Dla mnie osobiście był to błogosławiony czas. Zobaczyłem, że nasz Ruch jest obecny w wielu krajach, gdzie rozwija się, mimo wielu trudności. Spotkałem ludzi, którzy tak jak ja chcą żyć w charyzmacie Ruchu Światło-Życie i w nim posługiwać. Zobaczyłem bogactwo i siłę naszego Ruchu, ale widzę też ile pracy jeszcze przed nami. Ks. Adam Wodarczyk zarysował dość odległą ale jednocześnie jakże konkretną perspektywę roku 2033. Zwrócił uwagę, że nie możemy spocząć, dopóki są na świecie osoby, które nie usłyszały o Chrystusie, mało tego, które nie ogłosiły Jezusa swoim Panem i Zbawicielem. Zadanie niewykonalne? Na pewno trudne, ale tym bardziej powinniśmy wołać "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi". Już nie tylko tej polskiej ziemi... ale oblicze całego świata. Potrzebna nam jest PARRESIA. Zarówno to międzynarodowe spotkanie wspólnot Ruchu, by łączyć wysiłki, jak też i przepowiadanie z mocą, by coraz większą liczbę serc i krajów przyprowadzić do Chrystusa.

Przemek

Zdjęcia z Parresii możesz obejrzeć na blogu Diakonii Misyjnej

Na stronie Oazy litewskiejmożesz przeczytać świadectwo Elizy z Wilna

24 lutego 2010

NIEDZIELA "AD GENTES"

II Niedziela Wielkiego Postu, zwana jest Niedzielą "Ad Gentes".
Jest to dzień Modlitwy, Postu i Solidarności z Misjonarzami. Obecnie 2132 misjonarzy z Polski pracuje w 94 krajach na wszystkich kontynentach.

W tym dniu pamiętaj o nich szczególnie w modlitwie. W niedzielę 28 lutego we wszystkich kościołach w Polsce zbierane będą także ofiary, które zostaną przekazane na projekty realizowane przez misjonarzy.



"Misje to sprawa Miłości" - to hasło tegorocznej sms-owej akcji Dzieła Pomocy "Ad Gentes", wspierającej polskich misjonarzy posługujących na całym świecie. Przyłącz się do akcji wysyłając SMS o treści MISJE pod numer 72032.

Zajrzyj tutaj żeby przekonać się jak zostają zużytkowane zebrane pieniądze i jakie cele wspierasz pomagając misjonarzom wysyłając smsa.

Tutaj zaś obejrzysz króciutki filmik promocyjny.

20 lutego 2010

Sprawozdanie z akcji "Ołówek dla Afryki"

Ołówek dla Afryki? Ale po co? Czy nie lepiej dać pieniądze? Przecież tym dzieciom potrzebne jest jedzenie a nie jakieś kredki. Takich i podobnych głosów słyszałem ostatnio wiele, dlatego nie była to łatwa akcja. Pewne schematy na temat Afryki wciąż funkcjonują w naszych głowach...

Misjonarze pracujący w Afryce najlepiej wiedzą jak tragiczna jest tam sytuacja jeżeli chodzi o edukację. Robią więc wszystko, by to zmienić. Szkoły są tam z reguły płatne, rodziców nie stać na to by posłać do nich dziecko. Ołówki, kredki czy linijki oczywiście nie załatwią całej sprawy. Nikt rozsądny nie łudzi się, że zebrane w tej akcji rzeczy odmienią nagle całą tą smutną rzeczywistość. Ale na pewno choć trochę ją ułatwią, odciążą rodziców, którzy nawet jeśli wysyłają dzieci do szkoły, to nie są w stanie ich zaopatrzyć w podstawowe przybory szkolne. Zresztą każdy z nas sam wie najlepiej czym jest tzw. „wyprawka” i że wcale nie jest to rzecz tania. Dzieci w najuboższych rejonach Afryki bardzo często nigdy nie miały okazji korzystać z ołówków i zeszytów. Zazwyczaj piszą kredą na drewnianych tabliczkach. I choć zebrane rzeczy nie są najlepszym lekarstwem na biedę i problem analfabetyzmu to na pewno przyniosą tym dzieciom radość. Możesz sobie już teraz wyobrazić małego Mutumę, który pisze Twoim ołówkiem w zeszycie, albo małą Mamadou, która wreszcie może rysować kredkami. Radość i uśmiech na twarzy tych dzieci – bezcenne!

Oczywiście, łatwiej jest wrzucić złotówkę do puszki. Ta akcja wymagała jednak wysiłku. Trzeba było wybrać się do księgarni i kupić kredki, albo przynajmniej wyczyścić szufladę. Potem jeszcze przynieść to w wyznaczone miejsce np. do szkoły lub na parafię. Taki wysiłek podjęli tylko Ci, którzy naprawdę chcieli pomóc. Włożyli w to serce i tak naprawdę to się liczy najbardziej. Ta akcja wydała jednak niespodziewany (przynajmniej dla mnie) owoc – a mianowicie – uruchomiła olbrzymie pokłady dobroci w wielu ludziach i zaangażowała wiele osób.

W naszej archidiecezji wyglądało to tak:
Zaczęło się od studentów z DA „Kamienica”, którzy rozpoczęli zbiórkę w klasztorze Dominikanów. Na ich stronie znalazłem plakat akcji, zamieściłem go na blogu diakonii. Przyznam się szczerze, że jakoś specjalnie nie zamierzałem się w to angażować. Ale napisała do mnie Edyta, animatorka z Bełchatowa z pytaniem czy diakonia się w to włącza, bo ona chciałaby to przeprowadzić u siebie. Byłem pod wrażeniem jej zapału. Edyta zmobilizowała młodzież oazową w całym Bełchatowie, dzięki czemu w tym mieście zbierano w kilku miejscach: w parafii pw. Św. Stanisława Biskupa i Męczennika, w parafii pw. Miłosierdzia Bożego, w parafii pw. Narodzenia NMP, w parafii pw. Matki Kościoła, w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych nr 3, a także w parafii pw. Wszystkich Świętych w Grocholicach. Oto jak akcję opisuje Edyta:

Akcja w Bełchatowie przebiegła pomyślnie. Na początku 31 stycznia w wyznaczonych parafiach została ogłoszona akcja podczas każdej mszy św. Następnie, tydzień później (7 lutego) odbyła się zbiórka, czyli składano swoje dary do przygotowanych i oznaczonych pudeł "Ołówek dla Afryki"(jeden z księży przeprowadził akcję na katechezie). Ta akcja była na swój sposób wyjątkowa. Nie jest sztuką wrzucić złotówkę do puszki. Co innego kupić ołówek albo oddać coś swojego. W jednej z parafii została nawet przygotowana paczka od przedszkola. Włączyły się zarówno dzieci oraz młodzież jak i wiele osób starszych z hojnymi darami.

Ile wszystkiego zebraliśmy? Przeliczając na sztuki - nie wiem. Ale było tego dużo.
Cieszę się, że zarówno animatorzy jak i księża, tak chętnie włączyli się do akcji, za co im z całego serca dziękuje.


Dodam tylko, że liczba rzeczy, które udało im się w Bełchatowie zebrać była naprawdę imponująca.

W Łodzi zbieraliśmy tylko w kilku miejscach: Asia z Domowego Kościoła, przeprowadziła zbiórkę w XXXV Liceum Ogólnokształcącym, w którym uczy; zbierały dzieciaczki z Przedszkola Miejskiego nr 110 w Łodzi, a także oazowicze z DA „Węzeł”. Zbiórka odbyła się też w parafii św. Wojciecha w Łodzi i w Domu Ruchu.

W Zgierzu za akcję odpowiedzialna była Martyna, która sama opowie o jej przebiegu:

Dzięki zaangażowaniu wielu osób akcję udało się przeprowadzić w czterech zgierskich szkołach:Samorządowym Liceum im.Romualda Traugutta, Zespole Szkół nr 1 im. Jakuba Stefana Cezaka, Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych im. Jana Pawła II i Szkole Podstawowej nr 11. Dodatkowo kilka osób zbierało przybory w jednym z gimnazjów. Po uzyskaniu zgody dyrekcji zabraliśmy się za rozwieszanie plakatów w szkołach. Następnie ogłosiliśmy zbiórkę w poszczególnych klasach. W szkołach akcja spotkała się z różnymi reakcjami. Najchętniej pomagały dzieci. Bez chwili zastanowienia oddawały przybory. Często były to ich ulubione kredki czy długopisy.

W liceach reakcje były podzielone. Niektórzy chętnie włączyli się w pomoc, lecz u innych akcja budziła zdziwienie. Nie każdy potrafił zrozumieć jak ważne są dla afrykańskich dzieci przybory szkolne i jak wiele w ich życiu może zmienić możliwość dostępu do edukacji. Akcja miała więc dwojaki cel. Oprócz samej zbiórki przyborów staraliśmy się wytłumaczyć, że czasem większą pomocą może być oddanie kilku nie potrzebnych ołówków niż przekazywanie dużych sum pieniędzy i że tak naprawdę każdy z nas może pomóc. Mimo początkowych trudności akcja zakończyła się sukcesem. Wiele ludzi włączyło się w pomoc.

W sumie zebraliśmy około 130 mazaków, 360 długopisów, 1100 kredek i 2500 ołówków ;-)
Mnie osobiście akcja przyniosła wiele radości mimo tego, że kosztowała mnie wiele wysiłku. Piękne było to, że zaangażowało się wiele ludzi, którzy na początku nie wydawali się zainteresowani ale najważniejsze, że mogłam jakoś włączyć się w pomoc dzieciom z tak daleka mimo, że nie wyjechałam na misję ;-)

Zebrane rzeczy trzeba było już tylko zawieźć do Poznania, do siedziby Fundacji „Redemptoris Missio”, która całą akcję zainicjowała i koordynuje. Tu niespodziewanie z pomocą przyszedł ks. Piotr Pirek, który sam zaoferował, że zawiezie wszystkie te rzeczy do Poznania!
Tak więc w piątkowy poranek, pojechaliśmy wraz z ks. Piotrem i Kasią B. (pseudonim Diakonia Słowa) z misją specjalną do Poznania. Możecie sobie wyobrazić, że samochód załadowany ołówkami i przyborami szkolnymi maści przeróżnej, zebranymi w Bełchatowie, Zgierzu i Łodzi pękał w szwach :-) Na miejscu, już po rozładowaniu transportu zostaliśmy przyjęci herbatką. Przy okazji dowiedzieliśmy się sporo o samej Fundacji:

Organizacja ta od 18 lat zajmuje się tworzeniem profesjonalnego zaplecza dla polskich misjonarzy prowadzących działalność medyczną wśród chorych w najuboższych krajach świata. W tym celu organizowane są wyjazdów lekarzy, pielęgniarek i studentów medycyny do szpitali i przychodni w krajach misyjnych. Fundacja wspomaga ich również wysyłką lekarstw, środków opatrunkowych i sprzętu medycznego. Swoją działalnością objęła przez lata istnienia kilkadziesiąt misyjnych szpitali, przychodni i punktów medycznych w Tanzanii, Kamerunie, Zambii, Ugandzie, Kenii, Czadzie, Indiach, Gwatemali, Boliwii, na Jamajce, Papua Nowej Gwinei, Białorusi i w Kazachstanie.

Mam nadzieję, że jest to początek dłuższej współpracy między diakonią misyjną a Fundacją „Redemptoris Missio”.

Rzeczy zebrane w ramach akcji „Ołówek dla Afryki” trafią do Tanzanii, Namibii i Kamerunu. Ale kiedy dokładnie się to stanie, trudno powiedzieć, bo odzew na akcję był większy, niż przypuszczali organizatorzy (tu możesz zobaczyć listę wspierających akcję). Ale ponieważ organizatorzy mają już spore doświadczenie i nie po raz pierwszy tą akcję prowadzą, możemy być pewni, że dary trafią w odpowiednie, czarne rączki :-)

Dla mnie najbardziej budujące było świadectwo osób zaangażowanych w przebieg tej akcji, zwłaszcza Edyty i Martyny. Cieszę się, bo zobaczyłem, że wśród oazowiczów są osoby, które z takim zapałem i sercem pomagają misjom. A niestety mam wrażenie, że w naszej diecezji wciąż za mało się o misjach mówi, za mało się na ich rzecz robi. Tym cenniejsza jest każda akcja, czy wydarzenie, które choć w najmniejszym stopniu służą sprawie misji.

WSZYSTKIM, KTÓRZY W JAKIKOLWIEK SPOSÓB
WSPARLI TĘ AKCJĘ SERDECZNE DZIĘKI !!!
BÓG ZAPŁAĆ !!!


P.